Hm, w dużym skrócie. Tak sobie myślę, że ból jest spowodowany jakimś rodzajem napięcia (mięśni, może podniebienia coś w tym guście). Technicznie, to przy śpiewaniu, nawet krótkim i oszczędnym, boli mnie gardło. Nie tak, jak boli przy np. śpiewaniu za daleko, kiedy boli gdzieś na odcinku szyi. Nie spadam, i nie zahaczam, nie odczuwam bólu kłującego ani nie chrypnę. Boli mniej więcej tak, jak przy infekcji gardła: schematowo:

Ból odczuwam gdzieś tam, gdzie znajduje się kąt prosty - jama ustna;tchawica.
Sądzę, że może mieć to związek - jak już pisałem z napinaniem, śpiewaniem siłowym - moja przepona wciąż nie pracuje jak trzeba, więc może - wydaje się to być prawdopodobne - używając siły nie tam gdzie trzeba, pcham dźwięk do przodu w wyniku czego uderza on, czy może napina się tylne podniebienie i to powoduje ból. Prawdą jest też, że przy mówieniu nie odczuwam tego problemu, chyba, że chcę powiedzieć coś głośniej - lub krzyknąć, co również potwierdza przypuszczenia. A może głos jest za daleko, a ja używam złej siły, aby przepchnąć go bliżej?
Być może sama przepona źle dziala nawet przy mówieniu - a to już trwa sporo - może spinam ją, i w wyniku tego nie mam komfortu śpiewania, ba nawet mówienia - i pcham dźwięk do przodu?
Problem występował sporadycznie, teraz się nasilił.
Próbka wokalu, apropo całości:
http://w294.wrzuta.pl/audio/aSk5flMYxAc/rousted_horses