Mlle_Em napisał(a):
Dolicz jeszcze jedną rzecz związaną z czasem - niektóre Akademie (jak np. ta w Krakowie) wymagają wcześniejszej próby z akompaniatorem. Pisząc "wcześniejszej" mam na myśli kilka dni przed egzaminem.
O cholera, serio ? Nie widziałam nigdzie takiej wzmianki, w Krakowie również...
Mlle_Em napisał(a):
Ta pieśń romantyczna ma być polska, tak? Bo jeśli nie to może warto by było poszukać np. w repertuarze niemieckim czegoś ciekawego? Ale jeśli akurat pieśń ma być polska (z tego, co pamiętam, to jeden utwór musi być polski i w sumie łatwiej znaleźć fajną polską pieśń niż arię), to ja bym na Twoim miejscu wzięła tę "Dumkę" z dwóch powodów - jest najmniej oklepana z tych wszystkich trzech, które podałaś, oraz Twoja nauczycielka mówi, że Ci świetnie wychodzi, a to jest przecież ważne.
Niekoniecznie, ale mają być 3 lub 4 utwory (zależnie od uczelni i etapu egzaminu), w tym jeden w języku polskim, a jako że (jak sama powiedziałaś) trudno znaleźć coś ładnego, niezbyt trudnego, co jest arią i jest po polsku, to lepiej śpiewać po polsku pieśń romantyczną. Poza tym, niekoniecznie chciałabym coś po niemiecku, trudno mi się to śpiewa, chociaż faktycznie moje koleżanki ze szkoły śpiewają na egzaminach końcowych jakieś niemieckie pieśni, typu kołysanki romantyczne. Z tym, że to nie brzmi jak kołysanka, tylko rozkaz rozstrzelania. ; D
Mlle_Em napisał(a):
Po pierwsze dlatego, że to najsłabsza uczelnia muzyczna w Polsce. Po drugie baaardzo ciężko się tam dostać bez wcześniejszego chodzenia na lekcje do któregoś z profesorów. Lepiej do Katowic próbować.
Słyszałam, że niby najsłabsza, a z drugiej strony mam tam znajomego na kompozycji, który uczelnię zachwala i wybrał ją spośród trzech, na które się dostał, w tym Katowice. Oprócz tego dostał się jeszcze do Łodzi (chyba).
Mlle_Em napisał(a):
Mogłabyś mi coś więcej powiedzieć o Poznaniu i o tym "dodatkowym egzaminie wstępnym dla osób bez przygotowania wokalnego"? Bo jestem strasznie ciekawa, czy to pic na wodę, czy naprawdę tak jest.
Nie wydaje mi się, by było picem na wodę, gdy na `drzwi otwarte` przychodzi 90% osób bez przygotowania po to, by dowiedzieć się o zasadach przyjmowania takich jak oni.
Egzamin dla osób z
przygotowaniem muzycznym, czyli ze skończonym II st. na byle czym polega na po pierwsze: zgadywaniu interwałów, trójdźwięków. Po drugie,
badaniu słuchu melodycznego: zaśpiewanie zadanych interwałów (prostych lub złożonych) od jakiegoś tam podanego dźwięku, śpiewając nazwami literowymi. To samo dotyczy trójdźwięków w postaci zasadniczej, w przewrotach oraz zmniejszonych/zwiększonych - osoba egzaminująca podaje dźwięk i mówi, czy jest to dźwięk skrajny (górny/dolny) czy środkowy i na tej podstawie należy sobie `dorobić` dwa inne, `wymyślić` zadany trójdźwięk i go zaśpiewać nazwami literowymi. Później następuje egzamin sprawdzający
pamięć muzyczną: zagranie jakiejś niezbyt znanej melodyjki, ale z zakresu muzyki klasycznej i powtórzenie jej oraz wyklaskanie podanego rytmu. Następnie jest egzamin
sprawdzający słuch harmoniczny: trójdźwięki i interwały grane harmonicznie należy powtórzyć melodycznie, (chyba) literowo; grany jest jakiś dźwięk w np. oktawie trzykreślnej, a Ty masz go powtórzyć w takim rejestrze, by Tobie było go wygodnie powtórzyć, to samo z dźwiękami z oktawy np. kontra.
Egzamin dla osób
bez przygotowania muzycznego jest trochę krótszy, niż ten dla tych niby przygotowanych, a polega badaniu
słuchu melodycznego: zaśpiewanie interwału, który się najpierw słyszy grany, należy go zaśpiewać od dolnego/górnego dźwięku (zależnie od polecenia), to samo z trójdźwiękami (wszystko raczej na zasadzie `la, la, la`, bo przecież teoretycznie nie znasz się na tym do tego stopnia, by zaśpiewać choćby solmizacją ; >), a także
pamięć muzyczna: to samo, co u `przygotowanych muzycznie`.
Słuch harmoniczny: to samo, nie literowo.
Wydaje mi się, że to o wiele prostsze i różnica jest znaczna.
Mlle_Em napisał(a):
Tak szczerze mówiąc, to wątpię, żeby była inna droga dostania się na AM. I nie tylko na AM, bo to tyczy się też innych uczelni artystycznych (no, może poza teatralnymi). Osoby "z ulicy" naprawdę mają małe szanse się dostać. Nie mówię, że szanse są zerowe. Mam dokładnie takie same zdanie jak Ty, ale cóż, tak jest i wydaje mi się, że nie da się tego zmienić.
Proszę, nie róbmy już z tego kraju takiej szmaty, w której nie dostaniesz się na uczelnię artystyczną bez kontaktów. Nie wierzę, że osoby studiujące na akademiach to tylko te, które mają odpowiednie kontakty i `plecy` w postaci jakichś ważniaków z tych uczelni, jest naprawdę wiele po prostu zdolnych osób, które się dostają. Ja mam zamiar próbować, nie raz, nie dwa, jeśli będzie trzeba. Poza tym, wg. mojej nauczycielki śpiewu (osoba po grańskiej AM) każdy `z ulicy` ma takie same szanse. Tylko później, przy wyborze nauczyciela śpiewu nie jest tak łatwo, ale to wszędzie tak, bo przecież nie wcisną mnie np. do kobiety, która uczy po 10 osób z każdego roku, tylko do takiej, która uczy np. po 4 osoby z każdego roku.
Mlle_Em napisał(a):
I tak z ciekawości - w jaki sposób wybierałaś uczelnie?
Po pierwsze, wg. tego, gdzie mam największe szanse się dostać. Nie oszukujmy się, nie będę startowała do Gdańska czy Wrocławia, w których to trzeba zdać egzamin z kształcenia słuchu na poziomie II st. SM oraz `kolokwium wiedzy o kulturze` jak i `egzamin ustny z historii muzyki`, no błagam... A po drugie, wg. miasta, w którym wiem, że dobrze by mi się mieszkało. Idiotyczne ? Może trochę, ale moje `szlacheckie` manie nie pozwoliłyby mi mieszkać podczas studiów np. w Katowicach, bo to miasto wzbudza we mnie obrzydzenie i jakieś nastroje depresyjne. W Poznaniu, który mnie nie przytłacza tak, jak np. Warszawa mam brata ciotecznego, a w Czarnkowie (ok. 60 km od Poznania) chrzestną, która jest siostrą mojej mamy, czyli bliska rodzina. Za to np. w Bydgoszczy mam sporo znajomych jeszcze z liceum oraz siostrę bliskiej przyjaciółki, z którą się znam i lubię. W Krakowie natomiast mam znajomych, a samo miasto b. mi się podoba, zawsze chciałam mieszkać w Krakowie.