UWAGA POSZEDŁ GIGANTYCZNY EDIT, W ODPOWIEDZI NA POST RYJCIA:Cytuj:
To jest piękne. Po raz pierwszy od 100 lat całe forum zjednoczyło się wobec jednej osoby, która ma inne poglądy.
I dobrze w sumie

Gdyby większość się zgadzała, byłoby mało ciekawie.
Rozmowy popłynęły w różne kierunki, jedne ciekawsze drugie mniej.
Cytuj:
To niestety jest niemożliwe póki nie przekroczy się pewnego poziomu mentalno-emocjonalnego.
Którego oczywiście nie przekroczyłem i przez to jestem takim dzieckiem, które nie utrzymuje wierzeń w żadnych bogów, inne sfery, wymiary, mistycyzm, absoluty a zwłaszcza w bogów sprzecznych wewnętrznie, takich jak np Jahwe bo brak jest sensownych dowodów na to, że takie byty w ogóle istnieją.
Wiara w Odyna = wierzenie pozbawione dowodów = zupełnie niezasadne,
Wiara w Jahwe = jakwyżej = jak wyżej
Wiara w <wstawjakiegokolwiekboga>= jak wyżej = jak wyżej.
Czyli wiarygodnośc wszystkich bogów jest równa.
I teraz zwracam się do wszystkich wyznających konkretnego boga: na jakiej podstawie uznajecie, że ten wasz jest tym właściwym? Co do boga w innej... postaci, bo chyba kilku z was (mogę tak mówić chyba, bo zauważyłem, że wszyscy tu się znacie) wierzy w jakiegoś nieokreślonego boga czy coś w tym rodzaju, lub w jakikolwiek byt którego istnienia nie można udowodnić, proszę o wyjaśnienie.
Cytuj:
Ewentualnie noONE, jest najlepszym trollem w historii forum i kupa osób się na to dała (jeszcze Acari brakuje).
Najlepsze jest to, że ta dyskusja nie ma sensu i nikt nic mu nie udowodni.
Zapewniam się, że mój pogląd iż powinno się utrzymywać wierzenie w istnienie tylko tego, na co są dowody nie jest trollingiem, a ateizm jest jedyną słuszną postawą.
Nikt mi nic nie udowodni, bo na istnienie boga brak jest jakichkolwiek dowodów, mało tego, są dowody na jego nieistnienie (chociażby wewnętrzna sprzeczność boga Jahwe, który sam wyklucza swoje istnienie).
Tak samo ma sie rzecz z każdym bogiem, którego określamy jako istniejący byt, wpływajacy lub nie na nasze życie.
Teraz odpowiem na post Simonji bo:
a) Ona jedyna określiła się jeśli chodzi o wyznanie i swoją postawę
b) Zagadnienia które poruszyła są bardzo łatwe do dyskusji, w przeciwienstwie ryjcia który po prostu nie wie co się do niego mówi i Mikolaya, którego chyba nie jestem w stanie w tej chwili pojąć.
A więc lecimy.
Cytuj:
Mamy coś taiego jak marzenia i wierzymy że się spełnią. Czasami są wręcz nierealne do spełnienia z powodu sytuacji finansowej, zdrowotnej i ta dalej... ale próbujemy działać by je zrealizować.
Wszystko zależy od sytuacji. Jeśli marzenia są tj realne (np. zostanę wielką gwiazdą rocka i zrewolucjonizuję rynek muzyczny (;) ) to mają sens - nawet jeśli prawdopodobieństwo, że się spełnią jest niewielkie. Jeśli natomiast marzenie tyczy się czegoś niemożliwego (np. marzę o tym, żeby wyrosły mi skrzydła), albo (zostanę biegaczem, mimo że jestem sparaliżowany do końca życia) no to już sensu nie mają żadnego.
Posiadać marzenia i wyznawać wiarę w bogów, nie mają ze sobą nic wspólnego, chyba że marzenia są właśnie absurdalne. Wracamy do punktu wyjścia:
Wierzę w boga <---naprawdę w niego wierzę, więc wiara miałaby sens, gdyby nie to, że brak jest dowodów na istnienie boga, jest to zatem twierdzenie nieodróżnialne od fałszu
Wierzę/marzę, że zostanę sławnym aktorem <--- naprawdę w to wierzę, a dowody na to, że sławnym aktorem może stać się każdy, jeśli ma talent lub szczęście więc marzenie o zostaniu sławnym muzykiem, mają sens.
Cytuj:
Wiara w jednego stworzyciela, wszechmogącego i wszechwiedzącego Boga nie ma sensu - cały czas to mówisz. A wiara w Szatana i czczenie go, w duszę, aniołów, to co nie jest Bogiem a istotami nadnaturalnymi? Okultyzm? Czy tak jak wspomniałeś, ostatecznie nie ma sensu w Twojej opinii, we wierzenie w coolwie co nie zostało jeszcze naukowo potwierdzone?
Nie wierzę w nic, na co nie ma żadnych dowodów. Nie wierzę w nieistnienie wszystkiego na co nie ma dowodów.
Czczenie szatana = głupota, obecność duszy w naszych ciałach = głupota, anioły = głupota, istoty nadnaturalne...

Dokładnie tak, ostatecznie wiara w cokolwiek jest naiwnością. Nawet wobec rzeczy, które istnieją. Np. nie mam wiary w to, że moja mama mnie kocha. Ja utrzymuję uzasadnione wierzenie, że mnie kocha na podstawie dowodów w postaci jej opieki nade mną, jej czynów, słów i działań które służyły mojemu dobru.
Dlatego właśnie, kiedy spotykasz dowolną osobę na ulicy, nie ufasz jej. A jeśli ufasz, to utrzymujesz wiarę, że jest ona ci przychylna. Czyli jaka jesteś? - NAIWNA. Ponieważ wiara to naiwność i/lub urojenie.
Cytuj:
est sobie gość Stefan. Jest sparaliżowany od kilku lat i obecnie lekarze powiedzieli, że medycyna nie jest w stanie spowodować by znów mógł chodzić. Czy warto, by Stefan wierzył że będzie znowu chodził?
Poprzedni moi rozmówcy, powiedzą ci, że tak wiara ta ma sens, bo dzięki temu że Stefan wierzy że będzie jeszcze chodził, ma siłę do życia, budzi się każdego dnia mając wiarę w to, że kiedyś będzie chodził.
A ja ci mówię, że nie, jego wiara nie ma sensu, nawet jeśli daje mu siłę do życia. To że ją wyznaje świadczy o tym, że jest on słabą psychicznie osobą i nie potrafi pogodzić się ze swoim losem i nieuniknionym. Gdyby się pogodził ze stratą pewnych sfer życia i zrozumiał że na 99,999% chodzić nie będzie, zająłby się czymś produktywnym, a nie utrzymywaniem bezzasadnych wierzeń.
I wyprzedzając, nie, nie jestem wcale fiutem jak sugeruje Ptakuba, i nigdy bym do takiej osoby nie podszedł i nie powiedział: "słuchaj, jesteś naiwniakiem". Co nie zmienia faktu, że stan faktyczny jest taki a nie inny.
Cytuj:
Czy warto by naukowiec wierzył, że pewnego dnia odkryje życie poza Ziemią skoro przeprowadza się takie badania i szuka? Czy miałoby sens jego wierzenie gdyby nauka nie była tak daleko i nie byłyby prowadzone sprawdzenia i badania w danym momencie?
Nie, bo to że prowadzone są badania i poszukiwania czegokolwiek, nie oznacza jeszcze że to "cokolwiek" istnieje.
Mikolay zwrócił uwagę na jakieś-tamdowody (których nie do końca rozumiem, po prostu się nie znam), ale nie zmienia to mojego zdania nawet o krzynę, bo na razie rzeczowych dowodów na istnienie rozwiniętej, obcej cywilizacji nie ma. Jest to więc twierdzenie nieodróżnialne od fałszu na takim samym poziomie, jak twierdzenie, ze gdzieś w galaktyce istnieje dolina moich ukochanych kucyków szetlandzkich.
Cytuj:
Załóżmy sytuację że naukowo udowodniono istnienie jednego boga i WIEMY że on istnieje, czy w takiej sytuacji jest sens WIARY, skoro nie ma ona sensu obecnie z powodu braku dowodów naukowych?
O TO WŁAŚNIE CHODZI! Ponieważ wiara nie ma sensu, nigdy. Jeśli udowdni się istnienie boga, to wiara w niego natychmiastowo zmieni się w wierzenie uzasadnione czyli w wiedzę, i wówczas utrzymywanie wierzenia w tego boga będzie miało sens. Wiara tyczy się tylko rzeczy, których nie można udowodnić.
Cytuj:
A jak ma się sprawa ze snami? Masz jaieś zdanie na ten temat skoro są tak zagadkowe?
Myślę, że są bardzo ciekawym zjawiskiem i mają związek z naszą podświadomością, działającą podczas snu (w odróżnieniu od świadomości). A w takie bzdury jak sny prorocze czy cokolwiek, nie wierzę.
Cytuj:
Co wg Ciebie decyduje o tym czy człowiek jest zły czy dobry? Czy wg Ciebie człowiek rodzi się zły lub dobry?
Bardzo ciekawe pytanie, jednak nie mam jeszcze na nie określonego zdania.
Pozdro

@ Ptakuba, odnieś się do reszty mojego postu do Ciebie jeśli chcesz.
Cytuj:
Bardzo ciężko mi pogodzić myślowo brak twierdzeń z twoją krucjatą, która jednak ma cel. Twoim celem jest udowodnić, że nie da się wykazać logicznie istnienia Boga? Swój cel osiągnąłeś dawno - nie ma nikogo, kto by zaprzeczył, wszyscy przytaknęli. A jednak ciągniesz krucjatę dalej.
Fakt, że prowadzę moją krucjatę, nie definiuje pojęcia ateizmu. Ateizm to po prostu brak wierzenia w bogów.
Ktoś jest nauczycielem języka w szkole ---> hobbystycznie jeździ na nartach ---> nauczyciele języka hobbystycznie jeżdżą na nartach?
Cytuj:
Problem w tym, że dla człowieka nie ma czegoś takiego, jak obiektywna rzeczywistość, bo wszystko poznaje przez swoje subiektywne zmysły.
Odniosę się do tego później.
Cytuj:
Błąd, wiara to nie jest wierzenie pozbawione dowodów. Rozumiem, że każdy głośnik to dla Ciebie głośnik do samochodu, tak?
Czym zatem jest według ciebie wiara, czym różni się od wierzenia? Jak dokonałbyś gradacji wierzeń? Czy wierzenie = czczenie bogów *i koniec" czy może wierzenie to pojęcie najbardziej szerokie, w zakres którego należy umieścić wiedzę, wierzenia uzasadnione, wiarę itd?
Cytuj:
To się czepiasz wreszcie istnienia Boga, czy katolików? Czy może po prostu monoteizm Ci nie pasuje? Zdecyduj się
.
Czepiam się teistów wyznających wiarę w dowolnego boga/bogów lub inne nadnaturalne byty.
Cytuj:
Jeszcze raz, to zależy od wyznania, nie od istnienia Boga. Zdecyduj się, co negujesz, wiarę w Boga, czy zasadność religii.
owszem od wyznania. Wyznanie to pewien zakres twierdzeń. Przykład katolicki podałem, bo po prostu tę religię znam najlepiej z oczywistych względów. Neguję istnienie wszystkich bogów na podstawie braku dowodów, co czyni twierdzenia o ich istnieniu nieodróżnialnymi od fałszu.
Cytuj:
I nie mam zamiaru tego udowadniać, bo to luźno rzucona uwaga i mam w dupie, czy w nią wierzysz czy nie
Spoko.

Nic dziwnego.
Cytuj:
Oczywiście, że nie, ale nie dlatego, że jest małe prawdopodobieństwo, tylko ze względu na to, że jak walnie Meteor, to raczej przesiadywanie w piwnicy mi nie pomoże i nie ma co się chować przed "nieuniknionym".
Idiotyzm w najczystszej postaci.
Aha. Czyli zostajesz za to w domu, i nigdy go nie opuszczasz z obawy przed potrąceniem cie przez samochód? Bo możesz go uniknąć, nie wchodząc na jezdnię? No wiesz, prawdopodobieństwo, że coś cię stuknie zawsze jest. Tak samo, że walnie w nas meteor

heh
Cytuj:
Czyli generalnie nie należy w nic wierzyć, bo wszystko może być nieprawdziwe?
Czwarty raz nie będę tłumaczył.
Wówczas ludzie utrzymywali wierzenie, które było uzasadnione licznymi dowodami, oparto o to (przynajmniej tak twierdzisz, setki publikacji). Ktoś kto wówczas, nie majac żadnych dowodów, pomyślałby sobie pod prysznicem "Hmmm, a może jest zupełnie odwrotnie...?" wyznawałby wiarę, czyli wierzenie pozbawione dowodów.
Dlaczego takie podejście ma sens, wyjaśniam na przykładzie teorii heliocentrycznej ileś-tam-postów-temu, ale na pewno po piątej stronie.
EDIT:Spójrz, wierzysz w to, że prąd przepływa od plusa do minusa. Dlaczego? Bo jest to udowodnione i poparte licznymi dowodami. Nawet się nie zastanawiasz, że za jakiś czas może się okazać, że jednak tamta teoria lub jakaś inna jest prawdziwa! Dlaczego? Bo masz dobre powody, dowody naukowe, że tak jest. Tak jak mieli je ci (lub sądzili, że mieli), którzy wyznawali dokładnie przeciwną teorię wcześniej. I nie zmienia to faktu, że wówczas było to wierzenie uzasadnione. Tak jak teraz jest wierzeniem uzasadnionym coś przeciwnego. A zatem jest dokładnie odwrotnie, to twój tok rozumwania prowadzi do tego, że nie warto wierzyć w nic, bo wszystko może być nieprawdą.
Ja uznaję twierdzenia na które są dobre dowody że są prawdziwe.
Rozumiesz?
Pewnie nie.

Cytuj:
że jeśli nie wiem, czy Bóg istnieje, to znaczy, że nie istnieje, bo nie wiem, czy istnieje. Czysty idiotyzm, żadna zabawa słowem Ci tu nie pomoże.
hmmmm... NIE!
Ten ciąg wniosków powinien wygladać następująco:
Jeśli nie wiem, czy bóg istnieje, to znaczy że może istnieje a może nie, nie wierzę więc że istnieje, bo równie dobrze może nie istnieć.
Nigdzie nie mówię, że bóg na pewno nie istnieje. Podkreślam tylko, że z powodu braku dowodów, to może on równie dobrze nie istnieć. A jaki to ma sens, wierzyć w coś co może (a wręcz prawdopodobnie) nie istnieje?
Cytuj:
Dlatego, że rozumieją słowo teoria?
Oj nie, oczywiście. Źle mi się wkleiło z worda

Cytuj:
Brawo, odczucia nie służą do udowadniania czegokolwiek. Czyli co, rozumiem, że odrzucamy również zmysł wzroku, słuchu i węchu, bo przekłada się bezpośrednio na odczucia?
Widzisz, pomieszczałeś odczucia z uczuciami i teraz masz babo placek
Fakt. Zmień odczucia na uczucia i emocje i będzie cacy prawie. Odczucia pojedyńczych osób, też są mało wiarygodne.
Cytuj:
Raczej nie jesteś typem poszukiwacza z tego co widzę.
Ależ jestem.
