Jestem kolejnym przypadkiem ogromnego stresu przed śpiewaniem.
Lubię śpiewać, śpiewam w domu sama dla siebie i myślę, że nie jest źle (być może wstawię tu kiedyś jakieś swoje nagranie). Jednak gdy mam zaśpiewać choćby przed koleżanką, nawet jak jesteśmy sam na sam (np. ona mnie odwiedzi) to już nie ma szans. Tak jakbym straciła głos. Fałszuję, mój głos nie jest ładny i głęboki. Tak jakbym nagle zupełnie przestała umieć śpiewać. A już o śpiewaniu przy jakiejś większej publiczności nie wspomnę. Zaciska mi się gardło i jedyne, co umiem wydobyć, to jakieś dźwięki na najwyżej niskim/przeciętnym poziomie, a stać mnie na więcej. Za nic nie mogę się przełamać, nawet przed jedną przyjaciółką nie potrafię. A i przed mamą, która kiedyś mnie wysłuchała, też nie wyszło dobrze. Myślę, że to chodzi o to, że z natury jestem baaaaaaaaaaaardzo nieśmiała. A pewności siebie mi z pewnością nie dodają ciągłe docinki moich 'kochanych' kolegów z klasy. Marzę o tym, żeby się w końcu przełamać i im wszystkim pokazać.

Staram sobie powtarzać,że nie ma się czego bać, że na pewno mi wyjdzie, ale g**** z tego i tak! Mam już tego dość, po co mam śpiewać i ćwiczyć skoro nawet nikt tego nie może usłyszeć? -.-