Dust napisał(a):
"Like a Rolling Stone" ? Bob Dylan (1965)
"(I Can't Get No) Satisfaction" ? The Rolling Stones (1965)
"Imagine" ? John Lennon (1971)
Dylan - wysoki baryton
Jagger - wysoki baryton
Lennon - wysoki baryton

_______________________________________________________
Moim zdaniem to cała istota fajnego brzmienia leży w pomysłowości. Mogę podać wam wokalistów, którzy są na serio doskonali mając wszelakie rodzaje głosów, szczególnie muzyka rockowa:
1. Wysoki tenor:Michael Jackson - może nie rockowy ale popowy wokalista. Jak robił chrypy to brzmiał całkiem zadziornie. Z resztą Thriller jest zaśpiewany dosyć ciekawie. Nie można powiedzieć, że miał słabiutki głosik, pomimo jego wysokości. Wydaje mi się, że brzmiał całkiem zgrabnie. Wiedział, że brzmi troszkę jak kobitka to sobie dorzucił jakieś chrypy, dzięki czemu mógł akcentować wysokie elementy. Równie fajnie by zabrzmiał gdyby zrobić całkowicie rockowe ustawienie z chrypami, coś w stylu skrzeku. Mógłby siedzieć potwornie wysoko i byłby praktycznie w muzyce rockowej nie do podrobienia.
2.Regular Tenor:Klaus Meine - wokalista Scorpionsów. Nie trzeba chyba mówić o Still Loving You, które robi przynajmniej na mnie kolosalne wrażenie wokalne. Gość z ogromną lekkością wyciąga wysokie dźwięki i brzmi przy tym dosyć potężnie. Zrobił sobie dosyć metaliczne + nosowe ustawienie, przez co jego dźwięki brzmią bardzo stanowczo, pomimo, że 50 lat skończył już baaaaardzo dawno. W młodszych latach śpiewał nieco delikatniej. Sporo w neutralu, dawał lekki distor. Z czasem usunął chrypy, zrezygnował ze wszelakiej maści zapowietrzonych sposobów emisji i brzmiał tak, że robi wrażenie.
Sebastian Bach - wokalista Skidrow. Trudno mi w ogóle udowadniać potęgę jego głosu. O ile się nie mylę używa creackingu, który miał opanowany do perfekcji. Wystarczy chociażby posłuchać Little Wing Hendrixa w jego wykonaniu, brzmi tam świetnie i bardzo potężnie. Głos tenorowy (regular) go jakoś szczególnie nie ograniczył. Z wiekiem spadł nieco niżej, może nie do low tenora ale doszło mu nieco dołu.
3.Low Tenor:Jon Bon Jovi - ostatnio o nim dużo gadam, także wszystko to co powiedziałem + miał fajne nosowo/edgeowe ustawienie. Teraz śpiewa nieco słabiej, co nie zmienia faktu, że ciągle pakuje do samego H1 na koncertach. Jego wokal jest tak uwodzicielsko ustawiony, z całym szacunkiem ale określiłbym to jako "na rwanie dup". W latach świetności zasłynął z tego, że pełnym głosem i bardzo metalicznie pakował wysokie dźwięki. Brzmiał na serio potężnie.
Rob Halford - metal god z zespołu Judas Priest. Miałem go okazję słyszeć na żywo kiedy miał już 61 lat. Brzmiał bardzo mocno. Śpiewa z bardzo charakterystyczną dla siebie chrypą. Czasami siedzi w edgeu do którego dodaje nosa. Jego chyba główny tryb to curbing. Zasłynął z doskonałego opanowania wszelakiej maści pisków metalowych. Wydaje mi się, że siedział głównie w mlnie i fake edgeu w górkach.
Freddie Mercury (Queeen) - nie trzeba chyba nic pisać.
4.Wysoki BarytonBono - wokalista zespołu U2. Śpiewa czasami wysokie, długie dźwięki, dosyć operowo. Pokazał, że jest w stanie wyśpiewać okolice Pavarottiego, śpiewając jego partię w utworze Miss Sarajevo. Potrafi zaśpiewać fajnie doły jak w With Or Without You (wersja rattle and hum) jak i górki w chociażby Red Hill Minning Town czy też Moment of Surrender.
Chris Cornell - Prawie nie otwiera japki jak śpiewa. Potrafi zapiać naprawdę wysoko. Jego znakiem szczególnym jest śpiewanie jakby miał śpiączkę. Jego górki robią wrażenie. Bardzo fajnie śpiewający koleś.
5.Regular BarytonCorey Taylor - koleś ze Slipknota. Zachęcam do poszukania na youtube fragmentu z nagrywania wokalu na płytę Sound City do piosenki From Can to can't. Bardzo fajny, męski głos. Czym wyżej tym potężniej.
Artur Gadowski - wydaje się, że jest regular barytonem lub wysokim barytonem. Siedzi dosyć nisko, jednak ma bardzo potężne chrypy. Miałem okazję go słyszeć kilka razy na żywo i śpiewa na 2 sposoby: mocno z chrypami, często w OD oraz lżej, z większymi dawkami powietrza na jasnym ustawieniu. Ogólnie daje sporo nosa i twangu, przez co każdy dźwięk jest maksymalnie dźwięczny i wszyściutko słychać.
James Hatfield - Metallice zna każdy. W latach swojej świetności na serio brzmiał bardzo ciekawie. Męski głos, umiał bardzo wysoko drzeć japę, do tego ostre chrypy. Wielu ludzi do dzisiaj dnia by bardzo chciało nim być.
6.Niski Baryton, BasAxl Rose - udowodnił chyba, że w muzyce rozrywkowej nie ma czegoś takiego jak "niskie śpiewanie dla basów". Jeden z najbardziej charakterystycznych wokalistów wszech czasów o ile nie najbardziej charakterystyczny. Ikona Rock'n Rolla. Jak wyczytałem z książki "Patrząc jak krwawisz" - dosyć mało uprzejmy i łatwy we współpracy, jeżeli tak to można najdelikatniej ująć. Opisywanie jego głosu kolejny raz chyba mija się z celem.
Ville Valo - idol nastolatek od początku działalności w HIMie. Niesamowicie męska barwa głosu. Pokazał, że da się śpiewać nisko i brzmieć ciekawie. Jego wykonanie Summer Wine czy też przyozdobione sraczkowym aranżem Wicked Game od strony wokalnej są bardzo ciekawe. Czasami lubi przesadzać z zaciemnianiem, jak to w jednym z wykonań Enjoy The Silence Depeche'ów. Ogólnie brzmi bardzo przyjemnie i fajnie. Nadaje się idealnie do śpiewania duetów z kobietami. Taki troszkę Nick Cave w jeszcze niższej wersji.
Myślę, że to wszystko wyjaśnia jeżeli mowa o tym czy rodzaj głosu może jakoś człowieka ograniczyć. Grunt to fajne ustawienie i róbta co chceta
