Forum StrefaGłosu - nauka śpiewu i emisji głosu online!
http://forum.strefaglosu.pl/

Pełna moc możliwości - także w śpiewie!
http://forum.strefaglosu.pl/viewtopic.php?f=42&t=4355
Strona 1 z 2

Autor:  Jaco91 [ czwartek, 4 kwietnia 2013, 14:51 ]
Tytuł:  Pełna moc możliwości - także w śpiewie!

Witam,

Jakiś czas temu koleżanka podesłała mi pewien wykład. Zdobył on ostatnimi czasy sporą popularność, ale ważniejsze wg mnie jest to, że niesie bardzo ciekawe przesłanie i sporo mądrości i prawd życiowych.
Obejrzałem ten wykład i wywarł na mnie spore wrażenie i zmienił moje życie. Oczywiście na lepsze. :)
Niechaj i Wam posłuży, zwłaszcza tym, którzy w siebie nie wierzą. ;)

http://www.youtube.com/watch?v=ktjMz7c3ke4

Enjoy!

Autor:  Ptakuba [ czwartek, 4 kwietnia 2013, 16:08 ]
Tytuł:  Re: Pełna moc możliwości - także w śpiewie!

Pierwsza minuta jest dobra, a nawet minuta dwadzieścia. I co dalej? Litości.

Człowiek mówiący o marzeniach i podający za przykład kupienie sobie czegoś drogiego? Absolutny sprzeciw. Zmora wieku, zresztą, co ja gadam, pewnie nie jednego, taka uniwersalna, wieczna głupota i przyziemność.

To wykład dla biznesmenów, dla ludzi których korporacja wysłała na szkolenie i postanowiła pokazać coś ciekawego, dla osób, które chcą coś sobie kupić, coś mieć, mieć się czym pochwalić innym, tak żeby ci słuchali i uznali że to mądrość - bo przecież to mędrzec mówi, skoro spełnił swoje marzenia kupna fury i czegośtam.
To nie wykład dla marzycieli i artystów.

Próbować życia i poznawać jego smaki? Ryzykować? Iść zawsze do przodu? Marzenia są same dla siebie? Nigdy się nie poddawać?
Stare truizmy, choć nie wiem, czy to najlepsze słowo, skoro można polemizować, w każdym razie gość po prostu nie wniósł raczej nic nowego do tematu. To oczywistości, a oczywiście od jakiegoś czasu wszyscy chcą słuchać w kółko oczywistości.

Autor:  kokoszka [ czwartek, 4 kwietnia 2013, 18:10 ]
Tytuł:  Re: Pełna moc możliwości - także w śpiewie!

Doskonały post powyżej.

Autor:  Jaco91 [ czwartek, 4 kwietnia 2013, 19:45 ]
Tytuł:  Re: Pełna moc możliwości - także w śpiewie!

A ja się nie zgodzę.

Owszem, mówi o kupnie sobie czegoś drogiego, ale czemu go stać? Bo ciężką pracą do tego doszedł, bo nie siedział na tyłku tylko działał i teraz może sobie na to pozwolić. Bo stosował się do kilku reguł, które teraz przekazuje innym.

W pozostałej części wykładu mówi tylko i wyłącznie prawdę. Może i oczywistości, ale widząc jakie mamy społeczeństwo nikt się do nich nie stosuje.
Jeżeli uważasz, że nie ma racji, powiedz w którym przypadku, jestem ciekaw.
Chyba, że kompletnie nie zrozumiałeś tego wykładu, albo osiągnąłeś już tak dużo, że dla Ciebie to nic nowego. W takim razie daj namiary na swój zespół i powiedz gdzie można kupić Twoją płytę.

Autor:  Ptakuba [ czwartek, 4 kwietnia 2013, 21:34 ]
Tytuł:  Re: Pełna moc możliwości - także w śpiewie!

Najpierw proponuję to: http://www.youtube.com/watch?v=tHu1Tn8rpM0
Nasuwa się bowiem szybko na myśl.
A teraz do rzeczy:
Cytuj:
Owszem, mówi o kupnie sobie czegoś drogiego, ale czemu go stać? Bo ciężką pracą do tego doszedł, bo nie siedział na tyłku tylko działał i teraz może sobie na to pozwolić.

Oczywiście (bo to oczywistość). Ale poza ciężką pracą w życiu liczy się jeszcze pasja i dusza. Spotkałem się jakoś niedawno, chyba przy którejś z próbnych matur z polskiego z tekstem o tym, że lenistwo jest ważne - oderwanie się od prawdziwej, pożytecznej na przyziemnym poziomie pracy daje czas na rozwój wewnętrzny. Jeśli marzeniem jest kupienie sobie campera, to prawda, jest to na tyle proste, że kluczowa jest praca, bo praca da pieniądze, a to jest tu najważniejsze w drodze do celu.
Ale bywają i inne marzenia. Równie egoistyczne, abstrakcyjne i istniejące same dla siebie, ale działające inaczej. To artystyczne marzenia ludzi, którzy lubią pogrążyć się w snach. Jeśli chcę stworzyć coś, co będę mógł w duchu nazwać dziełem, potrzebuję czegoś więcej niż siekania wprawek na gitarze, ćwiczeń wokalnych, zakuwania i robienia zadań z teorii harmonii i kompozycji. Potrzebuję dostać emocjonalnego kopa, albo przez dłuższą chwilę leżeć i puścić swoje myśli luzem, aż bez żadnego popędzania dotrą do tematów dziwności świata i jego mieszkańców, albo po prostu iść sobie korytarzem i mijać kumpli aż nagle do głowy niespodziewanie wpadnie pomysł na jeden ciekawy rym, który w ciągu następnej godziny ciągnie za sobą piętnaście kolejnych. Nie zawsze harda praca i ostre skupienie na celu sprzyjają mu i nie zawsze wszystko dzieje się świadomie.
A cel nie zawsze da się jasno zmierzyć. Niezależnie od propagowanego podejścia do tej kwestii, żeby robić jasne plany, stawiać wymierne cele, ple ple ple, marzenia czasem nie da się zmierzyć. Jakiś czas temu zaplanowałem sobie "ten kawałek trochę momentami kupy się nie trzyma, w sobotę się za niego zabiorę", w sobotę przysiadłem do niego i nie słyszałem absolutnie, żeby coś się kupy nie trzymało! A to tylko dlatego, że zarówno w międzyczasie, jak i przy samym zabraniu się do roboty przesłuchałem go parę razy i niechcący przywykłem, tak, że i godziny słuchania innych rzeczy nie pomogły. Będę mógł poprawić ten numer dopiero, kiedy znowu przypadkiem dla jaj sobie posłucham i bez przygotowania na ten fakt usłyszę, co mi zgrzyta. Nie zaplanuję tego, nie zmierzę tego celu.

Specjalnie uniknąłem wbrew pokusie nazwania marzenia pana prowadzącego wykład płytkim. To byłaby zwykła obraza, grzech przeciw wszelkiemu marzeniu. Ale jednego nie można zaprzeczyć: człowiek potrafi postawić na piedestale przeróżne rzeczy, od najwięcej wartych, po te najmniej. Są ludzie, dla których świętościami są miłość, dobroć, pasja, są tacy, których serca wymyśliły przedziwne marzenia jak choćby kupno samochodu campingowego, są i tacy, którzy na piedestale postawią czystość rasy, prawo koraniczne albo cokolwiek, w imieniu czego spełnią swoje pokusy. Ludzie potrafią do bardzo przyziemnych i czasem krzywdzących rzeczy dopisać bardzo ładną ideologię z mówieniem o marzeniach, wypełnianiu swego przeznaczenia, wartości nielogicznych pragnień. Nie mówię tu rzecz jasna o panu Walkiewiczu - jedynie zaznaczam, że czasem warto się zastanowić nad tym wszystkim. I to kolejny cios w pracę na swe cele bez wytchnienia.


Odciąłem się od anarchizmu, kiedy zobaczyłem jak głupie jest anarchistyczne środowisko, choć nadal w sercu tli się płomyk wiary w pokój, wolność, równość i brak granic. Nieważny fakt, ale to dobra analogia do czegoś. Moją drugą artystyczną pasją równo obok muzyki jest fantastyka i mam autorski świat, w którym umieszczona jest wielka, epicka historia. Wielkiej epickiej historii w sumie nikomu nie pokazuję i ona, jako i świat tkwią głównie w moich notatkach. Bo co parę dni pojawia się nowy pomysł, który to wszystko uzupełnia, który czasem wywraca coś do góry nogami i dodaje sensu. Chcę najpierw mieć wszystko dopieszczone, a potem dopiero pokazywać komuś. Bo patrząc na ludzi, którzy mówią "carpe diem" jedynie jako pretekst, żeby chlać, ćpać, w nic nie wierzyć, nie mieć serca, przestaję wierzyć w to, że jutro świat się skończy. Mogę dać sobie czas. Ale ten czas to nie wytężona praca. To tylko kolejne kwadranse bezproduktywnego patrzenia w ścianę albo wyluzowanego pisania z kumplami dla frajdy, rzeczy, których żaden dojrzały i poważny człowiek nie nazwałby w istocie pracą.

To nie wytężona i sumienna praca, a pasja i przemyślenia, to luźne godziny patrzenia w nicość, które wzbogacają mój wewnętrzny świat o nowe przemyślenia, idee, wizje, które potem mogę przekuć w nowe piosenki, teksty, wątki historii. To moje własne marzenia, których nie przeniosłem jeszcze w jakąś wyraźną i wymierną rzeczywistość przez, przyznam, niedobór mimo wszystko koniecznej pracy, ale wierz mi, że jestem z tych rzeczy w mym rozumie i duszy dumny bardziej niż mógłbym być z doskonałego wykształcenia i pracy - ale to czas pokaże jeszcze wiele, bo dopiero co przygotowuję się do matury.

Cytuj:
W pozostałej części wykładu mówi tylko i wyłącznie prawdę. Może i oczywistości, ale widząc jakie mamy społeczeństwo nikt się do nich nie stosuje.

Strzępienie języka powtarzając w kółko to samo nie zmienia szczególnie wiele. A wiem jedno: społeczeństwo jest dziś o wiele za bardzo zakochane w truizmach. Furorę robią prawdy na poziomie przedszkolnych rymowanek, jedynie dlatego, że są prawdziwe. Już jako parodię można by podać bronkowe hasło wyborcze "zgoda buduje". Miałem jeszcze jeden przykład, ale wyleciał mi z głowy, bo w sumie parę dni temu o tym rozkminiałem.
A wszyscy mądrzy ludzie sukcesu lubią powtarzać slogany, w których zacząłem znajdować coś krzywdzącego. Cała ta propaganda sukcesu sugeruje jasno, że świat jest sprawiedliwy i każdy dostaje to na co zasłużył. To nie jest prawdą. Nawet nie chce mi się tego dowodzić. Wiem po prostu, że słysząc po raz kolejny bzdury o wartościowych ludziach, o tym, że wystarczy żebym bardzo chciał być lepszym człowiekiem a tak się stanie i żebym ciężko pracował a marzenia się spełnią, czuję się, jakby ktoś rzucił mi czymś mokrym w twarz. Bo wiem, że nazywa mnie bezproduktywnym człowiekiem bez woli walki i zapału do spełnienia swych marzeń. Że czuje się lepszy, bo jest człowiekiem sukcesu. Bo ma campera a ludzie go słuchają, bo też by chcieli mieć coś drogiego a nie wiedzą jak się zabrać. To gadanie dobre dla ludzi, którzy nie mają realnych życiowych problemów, na przykład dla mnie - problem w tym, że nigdy nie chciałem być jednym z nich.

Cytuj:
Chyba, że kompletnie nie zrozumiałeś tego wykładu, albo osiągnąłeś już tak dużo, że dla Ciebie to nic nowego.

Zrozumiałem - to po prostu prawdziwe banały. I tak, osiągnąłem już tak dużo, że dla mnie to nic nowego. Tym osiągnięciem jest po prostu zdolność własnego myślenia. No i latanie po necie i napotkanie na wszystkie slogany pracy i marzeń miesiące przed popularnością tego filmiku. I świadomość, że na plakatach z tekstami "możesz spełnić swoje marzenia" są zdjęcia will z basenami nad brzegiem oceanu.

Cytuj:
W takim razie daj namiary na swój zespół i powiedz gdzie można kupić Twoją płytę.

I wtem w ramach zwykłego oburzenia, że ktoś się nie zgadza z powszechnie aprobowanymi prawdami przekreślasz kupę filozofii tego forum. Bo nagle okazuje się, że jeśli pracuję żeby być jak najlepszym wokalistą, to znaczy że na pewno wiele osiągnąłem, a jak nie to osiągnę i będzie to wymierny, kasowy sukces, taki że będziesz mógł sobie kupić płytę i pomyśleć "no fajne fajne". Jak zareagujesz, jeśli ja teraz poproszę cię o namiary na twoje komercyjne sukcesy? No tak, pokornych i pracowitych to nie dotyczy. Ale wypowiedzenie się przeciw powszechnej modzie to jeszcze nie jakiś szczególny brak pokory. Pracy zaś mojej nie możesz ocenić. Na sukces, taki, który prosty człowiek uzna, jeszcze czas. Bo to, że idea, zgodnie z którą postępuję, jeszcze nie przyniosła owoców, nie oznacza, że jest bezużyteczna i błędna. Jest po prostu jeszcze parę lat za młoda - bo chyba wagę cierpliwości uznajesz? To, że jeszcze nie dotarłem do celu, nie znaczy że nie znam drogi, łapiesz? Nie możesz sugerować, że wypowiadać się na temat drogi do celu można tylko będąc w nim. Oczywiście, uważać się za eksperta w dziedzinie o której gówno się wie to błąd, ale czemu nagle mam się zgadzać z tym gościem? Nie jest człowiekiem, jakim chciałbym być, nie osiągnął tego, co ja chcę osiągnąć, a jest to wyrażenie siebie w jak najlepszy sposób. Nie zamierzam tak po prostu przyjmować.
Jeśli jednak chcesz poznać moje sukcesy, wiedz, że gdy stawiałem ostatnie rallegio w czternastominutowej rockowej suicie, nad którą pracowałem jakieś dwa lata, czułem się najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem.


PS. Zdaję sobie sprawę, że wychodzę jasno na człowieka, który więcej gada, niż robi i chwali się, jakby miał czym. Miło byłoby jednak, żeby nie było tu nadmiaru zwyczajnego ad hominem... które zresztą już pojawiło się w poście, na który odpowiadam.

Autor:  acaria [ czwartek, 4 kwietnia 2013, 23:01 ]
Tytuł:  Re: Pełna moc możliwości - także w śpiewie!

Jaco91 napisał(a):
Chyba, że kompletnie nie zrozumiałeś tego wykładu, albo osiągnąłeś już tak dużo, że dla Ciebie to nic nowego. W takim razie daj namiary na swój zespół i powiedz gdzie można kupić Twoją płytę.


Panowie, luzik. To tylko jakiś klip. Takich na TED jest trochę. Jednych motywują innych irytują. Nie ma prawd absolutnych. Gdyby taki facet miał idealny sposób na życie to wystarczyłoby go powielić i każdy byłby szczęśliwy. Jemu coś wyszło. Pytanie czy wyszło dlatego, że tak chciał, czy wyszło i dorobił teorię aby było jeszcze lepiej. IMHO często jest tak, że ludzie dorabiają teorię do tego co było. To też dobra metoda, bo może wielu pomóc.

Z doświadczenia, a trochę już mam lat, mogę napisać, że ciężka praca jest fajna, ale może być gwarantem tylko urobienia się po pachy, z drugiej strony samymi marzeniami nic się nie zrobi. Połączenie tych ze szczęściem może coś ciekawego przynieść, lecz nie ma żadnej gwarancji. Co do płyty, to moje, gdzie śpiewam czy gram, można kupić, ale to żaden wyznacznik. Nagranie i wydanie płyty (mam na myśli CD a nie jakieś mp3 w Inecie) teraz to bułka z masłem. Jak ktoś nie wie jak to zrobić, to mogę mu napisać. :) Nic strasznego, budżet oczywiście trzeba mieć, ale nie jest to już taka kwota, by zabijała. Z drugiej strony nagranie świetnej płyty, wymaga udziału świetnych muzyków, realizatorów, producentów, świetnego sprzętu i czegoś ulotnego - super pomysłu. Przy tym musi być super marketing, aby to sprzedać. Jak nie będzie marketingu to skończy się na nagraniu i wydaniu. To też znam z autopsji :)

Świetną radę, może nie tak rozbudowaną jak ten wykład dało ten gość:

https://www.youtube.com/watch?v=gXiaobpV8iE

;)

Autor:  Jaco91 [ czwartek, 4 kwietnia 2013, 23:37 ]
Tytuł:  Re: Pełna moc możliwości - także w śpiewie!

Ptakuba - Odpowiedziałeś tylko na argument o ciężkiej pracy, który nie miał większego znaczenia, był tylko odpowiedzią na Twoją uwagę odnośnie spełnionego marzenia.

Nie odniosłeś się w ogóle do tematu, ale już nie chcę żebyś to robił. :)
Poza tym, Twoje podejście jest takie samo, nie widzisz tego? To są tylko drogowskazy, a nie gotowe rozwiązania. Podążasz nimi, chyba nawet nieświadomie.

Kolejna sprawa, jeżeli dla Ciebie są to truizmy i nic Ci to nie dało, to OK, nie każdemu musi pomóc. Ale są osoby, którym to pomogło i jeszcze może pomóc, temu chyba nie zaprzeczysz?

Co do reszty, zgadzam się z postem acarii. Nic więcej bym chyba nie dodał. :)

Autor:  Nextor [ czwartek, 4 kwietnia 2013, 23:43 ]
Tytuł:  Re: Pełna moc możliwości - także w śpiewie!

Wybacz mi pewną dozę złośliwości Ptakuba, ale z tego co u ciebie wyczytałem, to powtarzasz treści zawarte w wykładzie + walczysz za wszelką cenę z systemem reprezentowanym przez tego gościa.
"Ja sie nie zgadzam, ale tak!"- takie nasuwa mi się podsumowanie.
Cytuj:
Oczywiście (bo to oczywistość). Ale poza ciężką pracą w życiu liczy się jeszcze pasja i dusza. Spotkałem się jakoś niedawno, chyba przy którejś z próbnych matur z polskiego z tekstem o tym, że lenistwo jest ważne - oderwanie się od prawdziwej, pożytecznej na przyziemnym poziomie pracy daje czas na rozwój wewnętrzny. Jeśli marzeniem jest kupienie sobie campera, to prawda, jest to na tyle proste, że kluczowa jest praca, bo praca da pieniądze, a to jest tu najważniejsze w drodze do celu.

Nie zauważyłem, żeby brakowało mu pasji albo duszy. Przykład z Camperem dotyczył spełniania nawet najgłupszych marzeń. Nigdzie nie było widać, żeby pieniądze były podstawowym celem w jego życiu.
Jaco ma rację, nie do końca zrozumiałeś przesłanie.

Cytuj:
Potrzebuję dostać emocjonalnego kopa, albo przez dłuższą chwilę leżeć i puścić swoje myśli luzem, aż bez żadnego popędzania dotrą do tematów dziwności świata i jego mieszkańców, albo po prostu iść sobie korytarzem i mijać kumpli aż nagle do głowy niespodziewanie wpadnie pomysł na jeden ciekawy rym, który w ciągu następnej godziny ciągnie za sobą piętnaście kolejnych.


Wychodzę z takiego założenia- jak ktoś serio jest artystą, to ma na tyle skomplikowaną osobowość i przemyślenia oraz wizje, że nie musi dorabiać na siłę ideologii do tego wszystkiego. Im bardziej jesteś walnięty w środku, tym bardziej potrzebujesz pragmatyzmu i twardego stąpania po ziemi, aby zamienić to wszystko w coś więcej niż zwykłe wytwory "artystycznego" ja.

Cytuj:
A cel nie zawsze da się jasno zmierzyć. Niezależnie od propagowanego podejścia do tej kwestii, żeby robić jasne plany, stawiać wymierne cele, ple ple ple, marzenia czasem nie da się zmierzyć.


Jeśli nie potrafisz przysiąść na tyłku i przemyśleć tematu na tyle, żeby jednak go zmierzyć, to nie masz szans na osiągnięcie go. Sorry bro.

Cytuj:
Nie mówię tu rzecz jasna o panu Walkiewiczu - jedynie zaznaczam, że czasem warto się zastanowić nad tym wszystkim.


To po co wpychasz tutaj temat Campera, który został podany jako niewinne głupie marzenie z dzieciństwa, które w końcu mógł spełnić, bo akurat miał kasę?

Wybacz, ale śmierdzi mi to pokrętną erystyką.

Cholernie uogólniłeś jego przesłanie, a potem wsadziłeś do jednego wora z prawem koranicznym. To, że niby nie mówiłeś o nim, nie oznacza, że nie miałeś tego na myśli. Jeszcze na koniec "I to kolejny cios w pracę na swe cele bez wytchnienia." WTF? Najpierw się rozpisujesz i porównujesz, potem mówisz, że jednak nie o to ci chodziło, po czym ogłaszasz zwycięstwo? Jesteś w stanie się dokładniej określić?

Cytuj:
Mogę dać sobie czas. Ale ten czas to nie wytężona praca. To tylko kolejne kwadranse bezproduktywnego patrzenia w ścianę albo wyluzowanego pisania z kumplami dla frajdy, rzeczy, których żaden dojrzały i poważny człowiek nie nazwałby w istocie pracą.

To nie wytężona i sumienna praca, a pasja i przemyślenia, to luźne godziny patrzenia w nicość, które wzbogacają mój wewnętrzny świat o nowe przemyślenia, idee, wizje, które potem mogę przekuć w nowe piosenki, teksty, wątki historii. To moje własne marzenia, których nie przeniosłem jeszcze w jakąś wyraźną i wymierną rzeczywistość przez, przyznam, niedobór mimo wszystko koniecznej pracy, ale wierz mi, że jestem z tych rzeczy w mym rozumie i duszy dumny bardziej niż mógłbym być z doskonałego wykształcenia i pracy - ale to czas pokaże jeszcze wiele, bo dopiero co przygotowuję się do matury.


Możesz jeszcze i ze 3 eposy napisać na ten temat, ale nie zmienia to faktu, że to się zwie- lenistwo.
Uwierz mi, że są ludzie, którzy w ciągu dnia robią kupę rzeczy, a potem i tak mają czas na przemyślenia i pasje.
Jedno nie wyklucza drugiego, ba wręcz się wspiera.

Cytuj:
Strzępienie języka powtarzając w kółko to samo nie zmienia szczególnie wiele.


Gorsze są tylko potężne elaboraty na proste tematy w celu udowodnienia wszystkim, że ma się coś do powiedzenia, kiedy treści mało, a formy zdecydowanie za dużo.

Cytuj:
A wiem jedno: społeczeństwo jest dziś o wiele za bardzo zakochane w truizmach.


Ach to mityczne "społeczeństwo". Każda jednostka sama w sobie uważa, że jest ponad nim, ale jakby tak było, to nikt by o tym społeczeństwie nie mówił. Warto zaakceptować, że jest się częścią tego "społeczeństwa" i samemu w sobie jednostką przeciętną, jak każdy z nas.
Cytuj:
A wszyscy mądrzy ludzie sukcesu lubią powtarzać slogany, w których zacząłem znajdować coś krzywdzącego. Cała ta propaganda sukcesu sugeruje jasno, że świat jest sprawiedliwy i każdy dostaje to na co zasłużył. To nie jest prawdą. Nawet nie chce mi się tego dowodzić. Wiem po prostu, że słysząc po raz kolejny bzdury o wartościowych ludziach, o tym, że wystarczy żebym bardzo chciał być lepszym człowiekiem a tak się stanie i żebym ciężko pracował a marzenia się spełnią, czuję się, jakby ktoś rzucił mi czymś mokrym w twarz. Bo wiem, że nazywa mnie bezproduktywnym człowiekiem bez woli walki i zapału do spełnienia swych marzeń. Że czuje się lepszy, bo jest człowiekiem sukcesu.


No i jest. Tak samo lepszy ode mnie i większości populacji. Deal with it. Świat jest taki, jakim go widzisz (truizm), nie tęp wizji innego człowieka, bo jest inna od twojej. Dla niego jest tak samo prawdziwa, jak twoja dla ciebie.

Cytuj:
Bo ma campera a ludzie go słuchają, bo też by chcieli mieć coś drogiego a nie wiedzą jak się zabrać. To gadanie dobre dla ludzi, którzy nie mają realnych życiowych problemów, na przykład dla mnie - problem w tym, że nigdy nie chciałem być jednym z nich.


Ależ się czepiasz tego Campera. Odpal filmik jeszcze raz i tak z 10 razy obczaj tą anegdotę, może w końcu ją skumasz.

Każdy ma realne życiowe problemy, w ogóle nie rozumiem skąd twoja teza. Skoro nie umrę jutro z głodu jak nie zapoluje na dzika, to od razu moje problemy są mało ważne? To czym do cholery są? Matrixem? Simsami? Nie zauważyłem żadnego zielonego cholerstwa nade mną, więc chyba żyję naprawdę i problemy są realne. Jak każdej innej osoby.

Autor:  yen [ piątek, 5 kwietnia 2013, 21:43 ]
Tytuł:  Re: Pełna moc możliwości - także w śpiewie!

Ja mam tylko taką jedną krótką refleksje - ludzie zżymają się, że ciągle ktoś im próbuje te same truizmy wciskać, ale ilu z nich próbowało chociaż jeden taki truizm wprowadzić w życie ;)

Autor:  Ptakuba [ piątek, 5 kwietnia 2013, 23:28 ]
Tytuł:  Re: Pełna moc możliwości - także w śpiewie!

Pierwsze co to oczywiście respect dla Acarii za sensowne słowa i podanie za wzór Laski.

Teraz do rzeczy:

No tak, popełniłem znaczący błąd, proste myśli ubierając w wiele zdań wraz z anegdotami i odniesieniami do własnego życia - zapomniałem że do tego upoważnieni są jedynie różni profesorowie i w ogóle ludzie sukcesu.

Streszczę więc, co chciałem przekazać:
a/ praca i jej wydajność to nie najważniejsze wartości w życiu
b/ Jaco nie miał prawa jako argumentu, że się mylę podawać tego, że nie odniosłem sukcesu

Cytuj:
Wychodzę z takiego założenia- jak ktoś serio jest artystą, to ma na tyle skomplikowaną osobowość i przemyślenia oraz wizje, że nie musi dorabiać na siłę ideologii do tego wszystkiego. Im bardziej jesteś walnięty w środku, tym bardziej potrzebujesz pragmatyzmu i twardego stąpania po ziemi, aby zamienić to wszystko w coś więcej niż zwykłe wytwory "artystycznego" ja.

W takim razie... co jeśli nie jestem prawdziwym artystą, ale moim marzeniem jest się stać nim? Jakaż to praca rozpali iskrę coś wartej sztuki w moim sercu? Bo rozumiem, że zgodnie z taką odgórną prawdą, nazywać się artystą nie mogę, niezależnie od wszelkich okoliczności?
Do czego piję dalej? Do tego że są marzenia bycia innym człowiekiem albo niezależnie od pragmatycznych prawd życia po swojemu. Są marzenia, w których chodzi o drogę, a nie o cel. I choć sam nie tak dawno temu głosiłem jasno, że najważniejszy jest cel i dążenie do niego a szczęście przyjdzie w drodze do celu, ale obecnie wiem, że są ludzie, którzy chcą gonić króliczka i robić to z gracją, a nie jak pragmatyczna pełna bezwzględnej skuteczności kopara. Czy to słuszne? Nie wiem. Czy to ma jakikolwiek sens? Nie wiem. Czy tego typu marzenia mogą się spełnić? Też nie wiem, ale nie uważam, żeby marzenia należało porzucać, bo człowiek sukcesu stwierdził że to bez sensu.

Cytuj:
Jeśli nie potrafisz przysiąść na tyłku i przemyśleć tematu na tyle, żeby jednak go zmierzyć, to nie masz szans na osiągnięcie go. Sorry bro.

To urocze wypowiadać się "nie masz szans" w kontekście "spełniania marzeń, nawet tych najgłupszych".
Więc, kto nie potrafi jasno wykreślić sobie planu biznesowego do zaspokojenia najgłębszych pragnień serca jest stracony na starcie? Kto ma wizję, której nie potrafi jasno nakreślić, ale za to dobrze wie, jak chce żyć kierując się nią, też nie ma szans na życiowe spełnienie?
Gardzę całym tym pragmatyzmem i resztą gadania. Nie słyszałem o nikim, kto spełniłby marzenia inne niż biznesowe czy związane bezpośrednio z kasą dzięki na pierwszym miejscu ułożeniu sobie konkretnego, precyzyjnego biznesowego planu.

Cytuj:
To po co wpychasz tutaj temat Campera, który został podany jako niewinne głupie marzenie z dzieciństwa, które w końcu mógł spełnić, bo akurat miał kasę?

Wybacz, ale śmierdzi mi to pokrętną erystyką.

Cholernie uogólniłeś jego przesłanie, a potem wsadziłeś do jednego wora z prawem koranicznym. To, że niby nie mówiłeś o nim, nie oznacza, że nie miałeś tego na myśli. Jeszcze na koniec "I to kolejny cios w pracę na swe cele bez wytchnienia." WTF? Najpierw się rozpisujesz i porównujesz, potem mówisz, że jednak nie o to ci chodziło, po czym ogłaszasz zwycięstwo? Jesteś w stanie się dokładniej określić?

Bo odpłynąłem od tematu i poruszyłem sprawy nieco brutalniejsze niż marzenie o camperze - wspomniałem, że nie chodzi już o samochód, bo zauważyłem, że brzmiało to jak porównanie kupna go do terroryzmu (w tym akapicie). Ale wbrew własnym oczekiwaniom okazało się, że to ma się nieco do tematu - bo okazało się, że kto po prostu nakreśli sobie cel i potem już olewa wszystko, czasem robi coś złego.
Wciąż jednak nie węsz w tym erystyki - nie chodziło tu akurat o argument, byłem świadom, że odchodzę na chwilę od tematu i nie miała to być żadna integralna część wypowiedzi.

Cytuj:
Możesz jeszcze i ze 3 eposy napisać na ten temat, ale nie zmienia to faktu, że to się zwie- lenistwo.

I ja temu nie zamierzam wcale zaprzeczać. Nie twierdzę, że nie jest to lenistwem, a jedynie, że nie ma w tym nic złego ani nie zagraża to spełnieniu marzeń, póki jest dozowane rozsądnie i coś z tego wynika.

Cytuj:
Uwierz mi, że są ludzie, którzy w ciągu dnia robią kupę rzeczy, a potem i tak mają czas na przemyślenia i pasje.

I piorunami też rzucają.
A serio, to znam kilku takich ludzi renesansu, co zawsze skorzy do roboty i w ogóle mędrcami i pasjonatami sztuk przy tym są. Wszyscy z tego grona to zwykli piewcy banału i skuteczności, tego samego co tu, ale jakoś ich osiągnięcia nie są imponujące - wszyscy po przyjrzeniu się bliżej okazują się inteligentnymi i pracowitymi prostakami o marzeniach płytkich jak kałuża na chodniku. Może powinienem ich bardzo cenić i w ogóle, rozmawiać z nimi często i twórczo o brydżu, golfie, polityce i krawatach, ale jakoś mi się nie chce. Lenistwo.

Cytuj:
No i jest. Tak samo lepszy ode mnie i większości populacji. Deal with it. Świat jest taki, jakim go widzisz (truizm), nie tęp wizji innego człowieka, bo jest inna od twojej. Dla niego jest tak samo prawdziwa, jak twoja dla ciebie.

Ktoś tu mówił o erystyce? Najpierw "tak po prostu jest i już" a potem kolejna bzdura z rozszalałego bezwzględnego pragmatyzmu. Jeśli ktoś ma wizję, że każde bite dziecko, każdy głodny Etiopczyk i każda ofiara raka dostają to na co zasługują (bo świat jest sprawiedliwy i nie ma przypadków), zaś on jest lepszy bo rzekomo własną pracą zdobył wszystko i odnalazł spełnienie życiowe w banałach, które da się kupić za pieniądze, to nie zamierzam tej wizji tak po prostu tolerować.
Zaś tych co wychodzą z założenia, że są lepsi od rozmówcy, słucha się nieprzyjemnie a i tak ostatecznie nie dowiaduje się nic nowego.

Cytuj:
Każdy ma realne życiowe problemy, w ogóle nie rozumiem skąd twoja teza. Skoro nie umrę jutro z głodu jak nie zapoluje na dzika, to od razu moje problemy są mało ważne? To czym do cholery są? Matrixem? Simsami? Nie zauważyłem żadnego zielonego cholerstwa nade mną, więc chyba żyję naprawdę i problemy są realne. Jak każdej innej osoby.

Dobra, tu przyznaję, nietrafione z mojej strony.
Całość jednak odnosiła się do tezy, że świat nie jest sprawiedliwy - a z tej nie zamierzam się wycofać.


Cytuj:
Teraz nawet gdybyśmy udowodnili, że nie masz racji nadal byś brną i próbował nas indoktrynować.

Tu święta prawda, i szczerze mówiąc cieszyłbym się, gdyby dyskusja już nie musiała się tak monstrualnie ciągnąć, jak do tego doprowadziłem, bo przyznam, że post Nextora wywołał we mnie poczucie, że popełniłem błąd pisząc tak wielkiego posta. Jednak pokusa odpowiedzenia szeroko na głupie ad hominem Jaca była zbyt wielka.

Cytuj:
ludzie zżymają się, że ciągle ktoś im próbuje te same truizmy wciskać, ale ilu z nich próbowało chociaż jeden taki truizm wprowadzić w życie

Masz na myśli truizmy w stylu "Próbować życia i poznawać jego smaki, Ryzykować, Iść zawsze do przodu, Marzenia są same dla siebie, Nigdy się nie poddawać", czy raczej wspaniałe mądrości pragmatyzmu?

Strona 1 z 2 Strefa czasowa: UTC [ DST ]
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group
http://www.phpbb.com/
Update by http://www.luzaki.org