Jak dziecko miałem bardzo doby słuch i głos, w sensie, potrafiłem śpiewać z odpowiednim natężeniem i w tonacji. Pani od muzyki powiedziała moim rodzicom, że mam słuch absolutny. Jednak moje drogi życiowe się później trochę pokomplikowały i odrzucając część właściwych ludzi, a akceptując kilku niewłaściwych bardzo oddaliłem się od postawy otwartości na miłość i miłość do samego siebie. W każdym razie objawiło się to w tym, że odeszły mi w dużej liczbie zdolności, które miałem wcześniej. Po długiej drodze błądzenia po meandrach życiowych ścieżek, w pewnym momencie postanowiłem zmienić swoje życie i wrócić do tego co było wcześniej, do pokoju, radości i pogodzenia się z sobą.
To tytułem wstępu. A problem mam taki. Gdy śpiewam na wyższych rejestrach, rzężę. Nie potrafię płynnie przejść z wysokich rejestrów do niskich. Potrafię śpiewać niskim basem, i potrafię śpiewać wysokim sopranem. Na alcie mam problemy, jeżeli chcę śpiewać przeponą, a inaczej męczę się wyciągając gardłem, ale wtedy śpiewam głośniej. Wcześniej nie śpiewałem w zasadzie wcale poza szkołą. Być może mój problem związany jest z brakiem jakiegoś nawyku bądź popełnianiem jakiegoś błędu.
Podaję plik z nagraniem mojego głosu.
http://uploaduj.net/#!49745