| Forum StrefaGłosu - nauka śpiewu i emisji głosu online! http://forum.strefaglosu.pl/ |
|
| Bóle odbytu http://forum.strefaglosu.pl/viewtopic.php?f=42&t=4148 |
Strona 1 z 1 |
| Autor: | Ptakuba [ niedziela, 27 stycznia 2013, 20:25 ] |
| Tytuł: | Bóle odbytu |
Cóż, w tym głównym dziale poza tematami na temat techniki i sposobów, są też opisywane problemy fizjologiczne i psychologiczne. Temat jest oczywiście przewrotny dla jaj, nie pojawiają się fizyczne problemy z odbytnicą przy śpiewaniu, ale prawda jest taka, że mam zwyczajnie ból dupy o to, że nie umiem śpiewać i nigdy nie będę wokalistą. Cóż, mam dobrą wyobraźnię muzyczną (sporo komponuję i nieraz jest to naprawdę mocne), słaby, być może bardzo słaby jak na muzyka słuch i głos w mowie słaby a w śpiewie skrzekliwy, choć wiem, że to akurat do wyrobienia i macie tu o tym całe forum. Najbardziej boli mnie kwestia słuchowa - jestem gitarzystą i już pisałem, sporo nieźle komponuję, a przy tym gram na gitarze na tyle długo, że jest już jakaś technika popisowa (ale tylko dla laików, dla gitarzystów żenująca) - zarazem nie jestem shredderem, gram świadomie, improwizuję z melodią i myślą, a nie ostrym łupaniem. Kompozycje też bywają złożone, ciekawe, przyjemne - i to nie kwestia braku samokrytyki, a po prostu porównania się pod różnymi względami do lepszych i gorszych - a i od ludzi pozytywne opinie dostaję zwykle. Jednak to wszystko z:
Potrafię też słuchać świadomie muzyki, a jednak mam problemy ze słyszeniem samego siebie i tego co robię. Już w komponowaniu bywa tak, że kiedy chcę zrobić coś naprawdę z siarką, ostrym przesterowanym fałszem i zupełnym mrokiem, idąc w dziwny ponury progresywny metal, nie zauważam, że zaczyna brzmieć to po prostu źle. Dobrym przykładem jest to, że dziewczyna jest fanką wszelakich metalcore'ów gdzie dostrzegłem masę takich szatańskich niebieskich współbrzmień, hałasów, straceńczych wrzasków itp., a jednak kiedy sam skomponowałem coś właśnie z takim prog-metalowym mrocznym fragmentem i w ogóle różnymi fałszującymi psychodelami, stwierdziła że to do kitu. Nie potrafię też sensownie słuchać własnego głosu śpiewanego - nie kontroluję więc ni barwy, ni tonacji. Drugi po słuchu problem to brak perspektyw - nawet jeśli wszystkiego da się nauczyć, to wymaga ogromu czasu i wydawałoby się to sprawiedliwe, ale... jedni uczyli się już za dzieciaka - czy to posłanie do szkoły muzycznej przez rodziców czy samo pogodne "śpiewaj śpiewaj, bardzo ładnie" do dziecka - wystarczy by się oswoić, nabrać pewności i tworzyć sobie plakietkę "wokalista" związaną choćby ze szkolnymi uroczystościami. Wokalistką jest więc dziewczyna co nie potrafi wiele i gówno się zna, nie umie na niczym grać i śpiewa w sumie słabo - ale ważne że od zawsze śpiewa i z tego jest w szkole znana przez wspomniane imprezy. Albo podczas gdy uważam się za lepszego muzyka i tworzę muzykę, teksty, gram, u progu kariery jest laska (teraz o innej mowa; była wokalistka mojego zespołu, która dostała ciekawszą ofertę gdzie mowa była o tysiącach PLN i robieniu znajomości w branży), którą po prostu rodzice posłali w wieku siedmiu lat na naukę śpiewu. Rozumiecie, nie chodzi mi o bycie Freddie'm Mercurym, ale po prostu śpiewanie w zespole. Nie wyobrażam sobie, żeby kompozycje i teksty, w które wkładam emocje, na które mam pomysł, miał w pierwszej kolejności interpretować ktoś inny, a nie ja i to jemu było by przypisane nie tylko wykonywanie ich, ale znając odbiór przez publikę, też napisanie tekstów. A już w ogóle, żeby śpiewał ktoś, kto nie zrozumie ni w ząb muzycznego bełkotu, który pozwoliłby lepiej improwizować, wykonywać, co zrozumie instrumentalista. Ale nie znajdzie się muzyk, który chciałby ze mną grać i pozwoliłby mi śpiewać, przynajmniej nie na tym poziomie, na którym obecnie jestem. Czy to delikatnie, balladowo, czy to wrzaskiem. Żal jest więc o to, że nigdy nie miałem okazji ćwiczyć, a i obecnie mieszkający za ścianą brat nie pozwoli żebym tak na co dzień się darł dla poćwiczenia. Przez parę miesięcy jedynie chodziłem raz na tydzień na pół godzinki ćwiczenia w emdeku, ale szczerze mówiąc i tak niezbyt wierzyłem nauczycielowi, gdy mówił, że jest czysto - coś za łatwo to wszystko szło. No ale raz na tydzień po najwyżej godzince to sobie można. Chciałbym być muzykiem, zajmować się tym tak w życiu, muzyka to dla mnie ogromnie ważna rzecz, jedna z najwyższych wartości bo łączę jej zasady z całym światem i dostrzegam jak życie i sztuka to jedno, ale samo słuchanie tak normalnie muzyki z zaangażowaniem i z własnego wyboru zaczęło interesować mnie dopiero w gimnazjum, a na poważnie zająłem się graniem i tworzeniem nieco ponad dwa lata temu, zaś za dwa miesiące kończę 19 lat i czuję, że to wszystko jest po prostu za późno, żeby zdziałać coś, skoro wszyscy, którzy coś osiągają, zajmują się tym od małego. Poklepcie po główce. |
|
| Autor: | acaria [ niedziela, 27 stycznia 2013, 20:57 ] |
| Tytuł: | Re: Bóle odbytu |
1. Kwestie słuchowe, skoro twierdzisz nie masz żadnego formalnego wykształcenia, powinieneś nadrobić korzystając z narzędzi typu EarMaster czy freeware Solfege. Zacznij z nimi pracować codziennie a rozciągniesz uszy. 2. Problem z koordynacją głosowa słuchową to trochę inna bajka. Może być tak, że Twoje mięśnie służące do śpiewania są niewyrobione i trzeba nad nimi popracować. Nauczyciel najlepiej pomoże. Wrzuć jakieś próbki dźwiękowe, to może coś będzie można rzec. 3. Jak coś tworzysz to nie zawsze od razu jest cool. Edison zrobił 100 żarówek zanim powstała ta najlepsza. Więc, to że jakiś utwór nie wychodzi nic nie znaczy, piszesz następny. 4. Bycie muzykiem nie jest równoznaczne ze zrobieniem kariery muzycznej. Ta ostatnia może być a może jej w ogóle nie być. Zostaniesz wyrobnikiem, który z tego żyje. Wielu bardzo dobrych muzyków nie wchodzi na szczyty popularności. Zastanów się czy chcesz osiągnąć sukces czy być muzykiem... 5. Jesteś bardzo młodym człowiekiem. W takim wieku to dopiero się zaczyna. Jak coś chcesz się dowiedzieć o śpiewaniu to czytaj forum. Zapraszam też na mój blog. |
|
| Autor: | Ptakuba [ niedziela, 27 stycznia 2013, 21:28 ] |
| Tytuł: | Re: Bóle odbytu |
1. Problem w tym, że interwały potrafię rozpoznać, bo pracowałem z EarMasterem i szybko ćwiczenia czysto pianinowo-teoretyczne przestały stanowić problem - jednak miałem tylko demo i nie miałem mikrofonu, więc tych głosowych nie robiłem. Nie umiem jednak rozpoznać czasem nieczystego dźwięku w kontekście. No, ćwiczenia z jakiejś stronki gitarowej "wskaż fałsz" też szły bezproblemowo, ale co innego jak nie jest się świadomym, że gdzieś jest fałsz... albo że wszystko z góry do dołu jest fałszem, że cała ścieżka na tle reszty jest źle. Ale w sumie sprawdzę ten drugi program, Solfege. W sumie ponowienie tego typu ćwiczeń pewnie dopomoże. 2. Cóż, postaram się coś sklecić i wrzucić w najbliższych... tygodniach : f 3. Tak tak, wiadomo. Potrafię posegregować swoją twórczość na "świetne" i "tylko szkic i w sumie kiepski" a także niestety "narobiłem się a w sumie nie jest takie fajne", bez problemu przechodzę od jednego do drugiego i ew. wracam po dokończeniu jednego do jakichś starszych albo pracuję nad wieloma naraz przez długi czas dopieszczając wszystko zależnie od weny. Nie o to więc chodziło - jedynie o ten brak słuchowej samokrytyki, kiedy pojedynczy motyw, jedna nutka brzmi kiepsko - i co gorsza, wiem że brzmi kiepsko ale dalej chcę żeby tak było, bo fajnie. Po prostu czasem fałsze brzmią świetnie i nadają ogromu charakteru albo są wręcz konieczne (np. ostatnio cytowałem na końcu różne poprzednie fragmenty utworu i po prostu jedno stało w pewnym punkcie w ewidentnym fałszu z resztą, ale inaczej brzmiałoby to słabo, a tak nie czuło się wręcz że jest coś nie tak), problem w tym, żeby rozpoznać kiedy pożądany fałsz powinien jednak być niepożądany. 4. Tu znów - nie chcę być robiącym karierę wyrobnikiem, choć nieco im zazdroszczę i w sumie jeśli byłoby to konieczne - poszedłbym na to. Co dla mnie za różnica, czy z wyrobniczego zarobkowego fachu jestem gównianym muzykiem czy pracującym w biurze czy inaczej nieudacznikiem (bo nie widzę się już w niczym nieartystycznym i czuję, że byłbym po prostu na takim gruncie ofermą), skoro w drugim przypadku spełnienie i szczęście ma dawać mi muzykowanie osobno na własną rękę, a w pierwszym też mogę i wręcz powinienem tak robić? Ale nie roztrząsajmy tu kwestii moralności, sprzedania siebie i bycia zniszczonym przez szołbiznes, bo w sumie nie o to mi chodziło - nie chcę być ciotą robiącą karierę i nazywającą granie w stylu Juli i Honey rockiem (jak w przypadku obecnego karierowego zespołu owej byłej wokalistki), ale chciałbym właśnie być dobrym, mocnym muzykiem, czującym, że robi to porządnie i jego muzyka jest świetna. A właśnie tego własnego poczucia mi brakuje. Kwestia tego, że nie umiem śpiewać - nie wiem czy to prawda, ale szanse na to są duże, że prawdziwy muzyk powinien umieć czysto zaśpiewać, mieć na tyle słuchu żeby podołać - nie ładnie, ale czysto i poprawnie. To sprawia że w sumie czasem czuję się, jakbym nie miał żadnych szans na spełnienie marzeń o robieniu dobrej muzyki. 5. Eh, niekoniecznie. Wręcz bardzo rzadko w tym wieku się zaczyna tak naprawdę, z tego co zauważyłem. Kariery muzyczne robią ci, co od dziecka się tym zajmują - no ale nimi miałem się nie przejmować. Ale prawda taka, że wszelkie zespoły np. progresywne itp. to powstają na studiach i krótko po. Dalej jest w sumie tylko zdziadziałe granie albo zupełny jazz. |
|
| Autor: | acaria [ niedziela, 27 stycznia 2013, 22:18 ] |
| Tytuł: | Re: Bóle odbytu |
To rób muzykę i nie przejmuj się czy osiągniesz sukces czy nie. Bo z tego co piszesz, to wybrzmiewa chęć osiągnięcia sukcesu muzycznego. Tego nic Ci nie zagwarantuje. Sukces, krótkoterminowy kreują media, teraz głównie telewizja. I czy Ci się to podoba czy nie, to sukces w mainstreamie oznacza czystą komercję, bo tego oczekuje publika. Proste. Robienie muzyki to taka sama robota jak inna, a to czy wszyscy będą wydzierać nazwę Twojej kapeli czy Twoje imię to inna bajka. W Polsce sukcesu muzycznego się nie osiąga, bo rynek, który daje złotą płytę za 15k sprzedanych płyt to nie rynek. 15k płyt to 450 tys PLN. Co to za zysk dla muzyka, który zbiera jakiś niski procent... Nie wszyscy mają predyspozycje wokalne a śpiewają z sukcesem. Trzeba znaleźć na siebie sposób. Nie biadol tylko rób materiał na płytę, znajdź ludzi do zagrania, znajdzie sponsora, który wyłoży kasę na nagranie i za prę lat będzie cool. Zrób sobie plan. |
|
| Autor: | pharmacoman [ poniedziałek, 28 stycznia 2013, 00:04 ] |
| Tytuł: | Re: Bóle odbytu |
Bardzo lubię układać puzzle. Mam takie 600 elementów ze zwierzętami które dostałem chyba na szóste urodziny. Wtedy były dla mnie nie do ułożenia. Męczyłem się i męczyłem godzinami i po kilku dniach kapitulowałem. Byłem sfrustrowany (o ile dziecko rozumie takie pojęcia I jaki z tego morał? Jak kręci Cię to co robisz, to rób to dalej i przygotuj się że zadowalające efekty mogą przyjść za wiele lat albo możesz ich nawet nie dożyć. Najważniejsza jest chyba radość z tego co się robi, a nie efekty, prawda? Wiadomo że brak oczekiwanych efektów jest frustrujący ale to jeszcze nie znaczy ze się do tego nie nadajesz. Nie ma co spinać odbytu, tylko iść do przodu. |
|
| Autor: | Mlle_Em [ poniedziałek, 28 stycznia 2013, 01:46 ] |
| Tytuł: | Re: Bóle odbytu |
To nie jest prawda, że kariery muzyczne robią tylko ci, którzy siedzieli w tym od dziecka. Fakt, ciężko zostać zawodowym skrzypkiem, gdy zaczyna się naukę w wieku lat 15, ale wokalistą czy gitarzystą się da. Słuch da się wykształcić, to nie jest rzecz, której się nie da nauczyć. I tak mi przyszło do głowy - może spróbuj się nauczyć grać na fortepianie? Wystarczą same podstawy, nic na super świetnym poziomie to nie musi być. Wydaje mi się, że łatwiej jest przenieść melodię z naszej głowy na fortepian niż na gitarę, a przynajmniej mi zawsze było łatwiej. Fortepian jest po prostu bardziej... uniwersalny? Rozumiem, że nie widzisz się w innym zawodzie, ale skoro tak jest, to może po prostu znajdź dobrego nauczyciela śpiewu i się ucz? Mało kto lubi słuchać samego siebie, szczególnie na początku. Zresztą sam powiedziałeś, że wokal da się wyrobić, więc bierz się do roboty, bo to trochę brzmi tak, jakby ktoś chciał zostać pisarzem, ale za nic w świecie nie napisze nawet krótkiego opowiadania, bo uważa, że się do tego nie nadaje. Podszkol wokal, złoż zespół i może próbuj szczęścia w jakiś talent showach jak np. Must Be The Music? Tam jest o wiele łatwiej się wybić niż wybierając taką tradycyjną ściężkę. Uwierz bardziej w siebie po prostu, bo widzę, że z tym jest największy problem. I tak swoją drogą - kto normalny zaczyna lekcje śpiewu w wieku 7 lat?! A dziewczynki, które są wokalistkami na apelach zwykle przechodzą porządne rozczarowanie, gdy chcą spróbować szczęścia np. na castingach do talent show ("pani od muzyki mówi, że tak cudownie śpiewam!") i dowiadują się nagle, że nie potrafią śpiewać, a jak trafią na złośliwego jurora, to jeszcze ich (prawidłowo zresztą) z błotem zmiesza. Mam po prostu alergię na takie egzaltowane panienki, ygh. |
|
| Autor: | last_child [ poniedziałek, 28 stycznia 2013, 17:05 ] |
| Tytuł: | Re: Bóle odbytu |
straszne gadasz pierdoły młody czlowieku. jesteś wrazliwy i widze ze masz wiele pytan do całego swiata, duzo żalu, bólu, masz kompleksy jakieś, chcesz cos na już, natychmiast i na teraz. wiesz jaki jestes ? jesteś zjedzony przez ten swiat, bierzesz sie za muzyke, za cos pięknego i coś co jest 'ponad podziałami' a sam tworzysz te podziały, w swojej głowie, ograniczasz sie i męczysz własną banią - czyli że mózgiem. zrozum, że jesteś młody czy tego chcesz czy nie i masz mnóstwo czasu zeby sie nauczyc, freddiemu w wieku 22 lat mowili ze jest bardzo średni i ma słaba barwe, i w 5 lat do 27 roku jak wydał pierwszą płyte jakos sie nauczył. Axl Rose - 25 lat pierwsza płyta, Gillan to samo, wielu innych to samo, wokalisci pozniej dochodzą do glosu, musisz sie rozwinac, na razie jestes młody i za 3 lata bedziesz zupelnie innym gosciem Wiesz co to jest ? ze 'rodzice mnie nie posłali do szkoly muzycznej, inni zaczynali w mlodym wieku a ja dopiero teraz' - to jest zamiatanie smieci pod dywan - powiem inaczej - dlatego napisalem ze gadasz głupoty, bo sie nad sobą użalasz jak jakaś głupia panienka, co jej fryzjer krzywo włosy obciał i teraz płacze ze jest taka brzydka i ze ma krzywe zęby, nogi, i w ogole chciałaby miec inny kolor oczu itd. to jest pierd***nie i zrzucanie winy z siebie. pewnie nawet robisz to nieswiadomie - mózg tak działa, jest leniwy i nic mu sie nie chce wiec zasypuje cie toną dołujących pytań. Jesteś za młody żeby umieć szybko oddzielać ziarna od plewu - tego sie można, a nawet trzeba nauczyć. Polub sie i zrozum że to zycie które dostałeś, to co masz i to czego nie masz to wielki dar który powinieneś wykorzystać. To ze czegos nie umiesz w tym wieku kiedy masz juz w glowie wiele pytan ukształtowało twoją osobowość - nie widzisz tego ze dzieci ktore sie naucza swietnie grac za młodu bardzo rzadko to potem wykorzystują? Mam znajomą skrzypaczke co juz w wieku 10 lat byla 'talentem i objawieniem' - Gówno robi, studiuje jakieś inzynierskie kierunki i czasem za 30 zł udziela lekcji na skrzypcach. Zero duszy muzyka w niej jest, a czlowiek ktory ma milion pytan w głowie i jest wrazliwy moze nie byc doskonały technicznie ale jego muzyka przekazuje bardzo wiele. Emocje są ważniejsze niz technika Skup sie na tym co wazne, zacznij cwiczyc a nie uzalaj sie nad sobą bo ja teraz musze ci odpisywac a mogłbym ten czas poswiecic na własne cwiczenia, a ty zamiast pisać te pierdoły to mogłbyś też pocwiczyć. Zajmij sie tym co ważne, odłącz sie od tego rozwrzeszczanego, zabieganego swiata bo on nic nie daje, nie ma zadnych wartosci, ludzkość jest podzielona i zjedzona przez złe emocje, przez złość, chamstwo, kłamstwo, zdrate i inne takie - nic nam nie przyswieca, zaden wspolny cel, ludzie to głupie robaki ktore łażą bezmyslnie po swiecie i wszystko jedzą co im podłożyć pod ryj - nawet gówno, tak działa tv, radio, tak sie wybijają teraz zespoly. wycisz sie i zacznij słuchać swojego wewnętrznego głosu. i cwicz ile wlezie, nie od razu rzym zbudowano. co pół roku czuje że jestem lepszy, że ide do przodu - juz mi sie wydaje ze cos jest dobre, ze juz mi sie udalo, pol roku pozniej robie to lepiej, mam szerszy horyzont, znam sie lepiej i to co uważałem za dobre juz poprawiam. rozwijaj sie. a must be the music i cała reszta ktora leci w tv to jedna wielka komercha na kółkach, z góry maja załozone kto wygra, jak cie juz dopuszczą do tv i robia wywiad to mowia ci co masz w tym wywiadzie powiedziec, chcą cie ubrać po swojemu, potem mowia jurorom co mają ci powiedzieć i oni to muszą wypełnic, totalna reżyserka. kumpel z zespolem sie dostal to 6 razy kazali im schodzic ze sceny bo byli 'za mało usmiechnięci' - to jest żenada i papka dla całej tej szarej masy gapiów ktore zamiast poczytac książke, pouczyć sie czegos i poszerzać swoje myslenie siadają na kanapie i odmóżdżają sie w towarzystwie czipsów. |
|
| Strona 1 z 1 | Strefa czasowa: UTC [ DST ] |
| Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group http://www.phpbb.com/ Update by http://www.luzaki.org |
|